Roztańczona

Justyna kocha tańczyć. Część osób o tym doskonale wie, a pozostali zobaczą to dzisiaj na parkiecie.

Kiedyś w podstawówce raczej podpierałam ściany na szkolnych dyskotekach. W liceum byłam na kilku lekcjach tańca towarzyskiego w domu kultury w Biłgoraju, co było pierwszym zetknięciem się z nauką tańca. Nauczyłam się tam podstawowych kroków w tańcach typu cha-cha, rumba czy walc angielski. Do dziś z radością wspominam tę przygodę.

W weekendy zaś, siedząc blisko przed ekranem telewizora, śledziłam poczynania na parkiecie „Tańca z Gwiazdami”. Nie, nie, ten cały świat gwiazd mnie nie interesował, tu o taniec zawsze chodziło! Po zamieszkaniu w Warszawie, pojawiły się wyjścia taneczne do klubów z Lolkami, lekcje salsy z Madzią, zumba z Asią i Ewą, no i w końcu taniec w parach w szkole Party Dance Style (PDS).

Z Lolkami akademikowymi chodziliśmy do Proximy (było mega blisko ze „Żwirka”), Club70 (już nieczynny niestety) czy Stereo przy Nowym Świecie. Zdarzały się też tańce w pokojach w akademiku. Było ekstra, dzięki Kochani!

Z Madzią kiedyś wykupiłyśmy sobie kilka lekcji salsy. Mówię do niej: „Dawaj, pójdźmy od razu na poziom wyższy, przecież na pierwszym poziomie to na pewno uczą tylko kroku podstawowego”. Poszłyśmy i po 10 minutach zorientowałyśmy się, że jednak trzeba zacząć od poziomu P1. 😀

Potem trafiłam na zajęcia z zumby u Oktawiana na Żoliborzu. No i przepadłam! W każdy piątek wieczorem 1.5 h skakania dawało dużą dawkę endorfin i lepszą kondycję.

Przy okazji poznałam nowe osoby! Na przykład obecne na weselu Asię i Ewę. Przez kilka lat wspólnie spędzałyśmy piątki wieczorem tańcząc, spalając kalorie i przy tym wszystkim świetnie się bawiąc. Bywało, że w ciągu tygodnia bywałam trzy razy na zumbie. Już dawno nie byłam na podobnych zajęciach, ale wciąż chcę na nie wrócić!

Aż w końcu to w roku 2016 trafiłam na lekcje tańca w parach na PDS. Pamiętam, że na pierwsze zajęcia nie weszłam! Przez drzwi na Chmielnej zobaczyłam jak inni tańczą jeszcze przed zajęciami i się przeraziłam. „Przecież oni tam wymiatają, ja tak nie potrafię.” I uciekłam. Ale nie poddałam się i poszłam na swoje pierwsze zajęcia na Platynową w niedzielę. I tu znowu wpadłam jak śliwka w kompot, na dużo dłużej!

Od tamtej niedzieli w październiku w 2016 roku bez PDSu ciężko żyć. Zawsze marzyłam, by mieć buty taneczne, i teraz mam 3 pary! Dziś na parkiecie weselnym można podziwiać tancerzy z tej szkoły tańca. Pięknie tańczą, nieprawdaż? Tak, jest to lokowanie produktu (@Żanciu, robię reklamę.)

Tutaj nieskromnie mogę pochwalić się pewnymi osiągnięciami. Podczas zawodów tanecznych zwanych „Mistrzostwami Polski Party Dance Style i modern jive” zdobyłam trzy razy pierwsze miejsce oraz raz miejsce trzecie. Czy wspominałam, że kocham tańczyć? Dziękuję instruktorom oraz wszystkim partnerom i partnerkom z PDSu za radość na parkiecie! Spełniam marzenie o tańcu dzięki Wam!

Moja pasja do tańca to dowód na to, że można się w związku pięknie różnić. Mój Bartek nigdy nie wyszedł z etapu podpierania parkietu, więc pracując nad harmonogramem wesela, to właśnie ja dbałam o to, aby nie zabrakło czasu na taniec.

Wiem, że to dla mnie Bartek tańczy pierwszy taniec i jestem ze swojego od dziś męża bardzo dumna. Dzielnie ćwiczył ze mną układ do piosenki Perfect. To moja pierwsza w życiu, samodzielnie ułożona choreografia. Starałam się zawrzeć w niej wiele elementów, których przez lata się nauczyłam. Z dumą podkreślam też, że Bartek dorzucił kilka swoich pomysłów, więc może w końcu uda mi się go przekonać, aby szedł przez życie bardziej tanecznym krokiem!

Mam nadzieję, że nasz układ Wam się spodoba. Do zobaczenia na parkiecie! Na pewno z łatwością mnie tam spotkacie!

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *